Farmacja w Norwegii - jak wygląda praca w aptece w krainie fiordów?

Farmacja w Norwegii - jak wygląda praca w aptece w krainie fiordów?

AUTOR: Andżelika Bieńkowska
DATA PUBLIKACJI: 01.07.2019

Pracuję w aptece w Norwegii w jednej z sieci od 5 miesięcy. Przez ten krótki okres zdążyłam przyzwyczaić się do nowego systemu pracy czy zasad funkcjonowania służby zdrowia. Zrozumiałam, jak ogromną rolę w procesie leczenia odgrywa nasz zawód i jak dużo faktycznie możemy zrobić w tym zakresie, jeśli otrzymamy narzędzia, czas i odpowiednie przygotowanie.

Współpraca na linii farmaceuta - lekarz

Farmaceuta w Norwegii ma przede wszystkim o wiele więcej do powiedzenia w kwestii leczenia, niż w Polsce, co bardzo mnie cieszy. Oczywiście, przestrzegamy dokładnie tego, co ordynuje lekarz, ale mamy duże pole do popisu w kwestii pomocy pacjentowi tak, aby wszystko było jasne, zrozumiałe i łatwe do wykonania. Nie patrzymy bezkrytycznie na to, co zostało przepisane - oceniamy dawkowanie, sprawdzamy, jak ma się to, co mówi pacjent do tego, co lekarz przepisał i czy ma to sens. W Norwegii nie ma znaczenia, jaki zawód wykonujesz - każdego traktuje się na równi i mówi do niego na “ty” - to skraca dystans. Zdarza mi się rozmawiać kilka razy dziennie przez telefon z lekarzami. Przykład? Dostałam do realizacji receptę na lek, który używany jest w grzybicy stóp jedynie w formie pojedynczego zastosowania, a na dawkowaniu rozpisana była kuracja na 2 tygodnie. Brzmiało to podejrzanie, dlatego od razu zadzwoniłam do lekarki, która potwierdziła, że wszystko jest w porządku i zrobiła to celowo oraz wyjaśniła dlaczego. Poczucie współpracy jest bardzo satysfakcjonujące i zgoła odmienne w stosunku do tego, jakie relacje z lekarzami mamy jako farmaceuci w Polsce. A zadowolony pacjent, który ma pewność, że wszystko jest dokładnie tak, jak ma być, to podwójny plus tej współpracy.

Refundacja leków Norwegii

Norweski program do realizowania recept jest na pierwszy rzut oka dosyć skomplikowany, ale kiedy się na nim chwilę popracuje, zrozumie się, że jest tak naprawdę bardzo mądrze wymyślony.

Przede wszystkim wszystko zrobione jest tak, aby można było mieć szybki i łatwy dostęp do potrzebnych informacji. Każdy lek ma swoje miejsce, oznaczone w systemie zwanym Farmapro (odpowiednik Kamsoftu). Nie ma podziału szuflad na antybiotyki, leki wziewne, suplementy - obligatoryjnie istnieje jedynie specjalne miejsce na preparaty z grupy A oraz B. Na danej półce leży zazwyczaj tylko jeden lek danej dawki, przez co praktycznie nie można się pomylić. Jeśli lek opisany jest poprzez lokalizację 5.3, to na półce oznaczonej tym numerem znajduje się zazwyczaj tylko jeden specyfik o danej nazwie. Na początku trudno mi się było odzwyczaić od sprawdzania liczby tabletek, dawki i substancji, co robimy przed każdym wydaniem leku w Polsce. Tutaj recepta ściągana jest elektronicznie z konta pacjenta, gdzie od razu danemu lekowi jest przypisany jego numer produktu. Jeśli ten się zgadza, nie ma opcji pomyłki. Oczywiście, istnieją generyczne odpowiedniki o innych numerach, ale te podpowiadane są przez system i również trudno o błąd. Tym bardziej, że aby wydać dany lek, należy zawsze nakleić etykietę z imieniem, nazwiskiem oraz dawkowaniem na konkretne opakowanie. Później skanujemy kod z etykiety, a następnie kod kreskowy (lub 2D) z pudełka leku. Taka kolejność zapobiega nawet naklejeniu złej etykiety na inny lek.

W Norwegii istnieje kilka rodzajów recept: biała (płatna 100%), T - niebieska (39% odpłatności), Y (yrkesskade) - kiedy dany pacjent dostaje leki z tytułu szkody zawodowej, H-resept - zwykle bardzo drogie (kilkadziesiąt tysięcy koron) leki wypisane przez specjalistę oraz B (bidragsordning). Tak jak w Polsce NFZ, istnieje tutaj instytucja (Helseøkonomiforvaltningen, w skrócie Helfo), która pokrywa koszty leków. Jeśli recepta jest refundowana to pacjent płaci tzw. egenandel, czyli swoją część wkładu. Jeśli z tych wkładów uzbiera się kwota 520 kr (ok. 230 zł) na dany trzymiesięczny okres , wtedy pacjent nie ponosi już więcej kosztów. Istnieje również tzw. frikort - powód do radości każdego pacjenta płacącego za leki w Norwegii - czyli karta zwalniająca całkowicie z płacenia za leki na refundację. W roku 2019 trzeba zapłacić 2369 kr (ok. 1043 zł) części własnej (egenandel), aby nie płacić do końca roku za leki na zniżkę. Wszystko co do zasady wchodzi automatycznie do systemu i nie musimy niczego robić ręcznie. Powyższy opis systemu refundacji jest oczywiście jedynie uproszczonym schematem.

W Norwegii na receptę refundowaną można otrzymać również materiały przeznaczenia medycznego w przypadku nietrzymania moczu lub cukrzycy i wielu innych schorzeń. Dzieci do 16. roku życia nie płacą za leki, jeśli te są lekami na zniżkę.

Wspominając o norweskich receptach, nie można zapomnieć o tym, że od 2013 roku każda apteka w Norwegii ma możliwość realizacji recepty elektronicznej. Aż 89% opakowań leków przepisanych przez lekarzy, wydanych w 2018 roku, było sprzedanych poprzez e-receptę.

Opieka farmaceutyczna, która “nie istnieje”, a jednak funkcjonuje

Za czasów studiów w Polsce opieka farmaceutyczna była pięknym hasłem głoszonym na zajęciach uniwersyteckich oraz na niektórych konferencjach. Brzmiało dumnie, ale nigdy nie zostało w praktyce wprowadzone. Do czasu, aż zaczęłam pracować jako farmaceutka w Norwegii, nigdy wcześniej nie wiedziałam, jak wielu informacji można udzielić pacjentowi na temat leku ani jak dobrze o niego zadbać, widząc jego historię wcześniej zażywanych preparatów. W Norwegii istnieje zestaw usług, dzięki którym pacjent apteki czuje, że profesjonalny personel medyczny dba o jego zdrowie.

Na co dzień oprócz ekspedycji leków wykonujemy zatem inhalasjonsveiledning - czyli doradzanie w kwestii używania leków wziewnych, oraz przeprowadzamy medisinstart samtale - czyli rozmowę z pacjentem na temat nowej kuracji lekami, np. na nadciśnienie. Poza tym współpracujemy z pacjentami LAR, czyli objętymi programem osobami, które zgłaszają się do aptek w ustalone z lekarzem dni, by odebrać dawkę leku na dany okres. Farmaceuci po odpowiednim szkoleniu wstrzykują również szczepionki przeciwko grypie.

Dlaczego opieka farmaceutyczna w Norwegii “nie istnieje”? Postanowiłam ująć to w ten sposób, ponieważ formalnie nie ma zapisu czy ustawy, nazywającej zestaw usług w aptece właśnie w ten sposób. Osobiście nazywam to jednak “opieką farmaceutyczną”, o której zawsze marzyliśmy w Polsce i jest to coś, na czym polska farmacja zdecydowanie może się wzorować.

Dobry zwyczaj - nie pożyczaj

Głośne ostatnio przypadki technika samodzielnie pracującego w aptece w Polsce tutaj po prostu się nie zdarzają. Nieważne, ile ma on doświadczenia - zawsze czeka na kontrolę farmaceuty. Każdy lek wydawany na receptę musi takie sprawdzenie przejść. Osobiście ogromnie podziwiam swoich kolegów, techników, którzy pracują w aptece mniej więcej tyle lat, ile ja sama mam - ich wiedza praktyczna jest przeogromna. Nie zmienia to jednak faktu, że proszą mnie o radę czy kontrolę. Nikt nikomu nie pożycza swojego hasła, a po skończonej pracy, nawet jeśli jest to kilkadziesiąt sekund pomiędzy kolejnymi pacjentami - wylogowuje się ze swojego konta. Każdy dba o swoje uprawnienia i uważam, że jest to uczciwe i zdrowe. Bardzo podoba mi się respektowanie prawa w tym względzie oraz fakt, że nikt absolutnie nie ma z tym problemu.

Same zalety, wad... brak?

Do tej pory ciężko znaleźć mi wady norweskiego systemu czy też samej pracy w aptece w tym kraju. Wszystko wydaje się być lepiej zorganizowane niż w Polsce, a ludzie o wiele bardziej wyrozumiali i otwarci na nowości, zarówno jeśli chodzi o pacjentów, jak i pracowników. Jedyną rzeczą, którą mogłabym wskazać, to dosyć mocno zamknięty rynek pracy (jedynie trzy wielkie sieci aptek) oraz zdecydowanie bardziej ograniczony asortyment.

 

Zajrzyj na www.gethappy.pl by dowiedzieć się więcej o autorce.

SPRAWDŹ NAJNOWSZE OFERTY PRACY