Jak osiągnąć indywidualne cele w zespole?

REKLAMA

Jak osiągnąć indywidualne cele w zespole?

AUTOR: Wojtek Chudziński
DATA PUBLIKACJI: 06.11.2020
Indywidualne cele w zespole - jak je osiągnąć?

W obecnie dominujących modelach pracy zdecydowanie na czele peletonu zauważyć można prymat pracy zespołowej. Nic dziwnego, bowiem kilkadziesiąt lat badań psychologów społecznych dowiodło efektywności takiego stylu pracy i udowodniło synergistyczny efekt działania członków zespołu w imię osiągania wspólnego celu.

Mimo powszechnie panującego przekonania o niezawodności pracy zespołowej, musimy pamiętać o dwóch kwestiach. Od doskonałości z pewnością oddala ją syndrom grupowego myślenia i efekt rozproszenia odpowiedzialności. Dodatkowo nie możemy zapomnieć o chęci osiągnięcia indywidualnych celów w zespole przez jego członków. Jak więc tego dokonać, nie psując dobrze naoliwionej maszyny, jaką zdaje się być zgrana grupa?

CZYTAJ WIĘCEJ: Pułapki pracy zespołowej w aptece

Indywidualne cele w zespole - patrzeć oczami innych

Absolutnie nie dziwi fakt, że ludzie chcą osiągać indywidualne cele w zespole. Wynika to nie tylko z motywacji wewnętrznej, która niepodważalnie przynosi bardziej namacalne skutki niż motywacja zewnętrzna, ale też z chęci rozwoju, ambicji i potwierdzania swojej niezależności oraz wyjątkowości na tle innych. Człowiek ma w sobie silną potrzebę imiennego zaistnienia, co nierzadko łączy się z powszechnym złudzeniem ponadprzeciętności – nikt nie chce być tylko „przeciętny”, stanowić jedynie część większej całości, wyzbywając się zupełnie swojej podmiotowości

Wiedząc już, co skłania nas do chęci mierzenia wyżej w obrębie zespołu, należy przeanalizować modele, które pomogą osiągnąć zamierzony efekt. Zazwyczaj bardziej lubimy coś, co już znamy. Dowodzi tego prosty eksperyment – weźmy do ręki dwa swoje zdjęcia, normalne i odbite w sposób lustrzany. Zdecydowana większość wskaże większą sympatię do lustrzanego odbicia, ponieważ taki obraz nas samych jest nam znany. Jednak kiedy to pytanie zada się rodzinie, przyjaciołom czy członkom zespołu, odpowiedź będzie przeciwna – oni także wybiorą obraz, który znają lepiej. Nasuwa się więc prosta analogia – im lepiej poznamy swój zespół, tym większe prawdopodobieństwo na sympatię w jego obrębie. Z sympatii bowiem jesteśmy w stanie zrobić wiele dla drugiej osoby. Pojawiają się jednak dwie przeszkody: w przypadku pracy dzień po dniu w tym samym zespole nie zadziała efekt czystej ekspozycji. To on zwykle sprawia, że im więcej czasu przebywa się z daną osobą, tym bardziej się ją lubi. Jednak mając codzienny kontakt z całym zespołem nie istnieje szansa na zróżnicowanie poziomu bodźców pomiędzy poszczególnymi członkami grupy. Po drugie zaś lubimy ludzi, kiedy oni twierdzą, że lubią nas. Czy jest bowiem szansa na realizację swoich zamierzeń nawet wtedy, jeśli ktoś z zespołu nie pała do nas sympatią?

Indywidualne cele w zespole - jak je osiągnąć?

Efekt Benjamina Franklina

Zjawisko to, zwane również efektem wyświadczonej przysługi, tłumaczy się jako tendencję do zmiany postawy na bardziej przyjazną w stosunku do osób, dla których zrobiło się coś dobrego. Sam ojciec-założyciel Stanów Zjednoczonych podsumował je w swojej autobiografii tymi słowami: „Ten, kto raz ci wyrządził przysługę, będzie bardziej skory oddać ci nową niż ktoś, komuś ty usłużył”. Franklin potrzebował poparcia nieprzyjaciela w wyborach na pisarza Zgromadzenia Pensylwanii, chcąc więc zyskać jego przychylność, poprosił go w liście o wypożyczenie pewnej rzadkiej i cennej książki, którą tamten miał w swojej kolekcji. Po jej zwrocie i pisemnych podziękowaniach, zacięty dotąd wróg zmienił nastawienie i sam zaczął inicjować kontakty, budując przyjacielską atmosferę, która połączyła tych dwóch aż do śmierci. 

Eksperymentalnie potwierdzili to psychologowie Dawid Landrie i Jim Jackre – okazało się, że osoby udzielające pomocy czują większą sympatię do tych, którym pomagali, z kolei ci, którzy wsparcie otrzymywali, po takim akcie nie darzą mocniej sympatią swoich pomocników. Nasuwa się zatem wniosek, że większą sympatią darzą nas te osoby, które mogły nam pomóc, niż ci, którym zaoferowaliśmy pomoc. To cenna wskazówka i pierwsza lekcja, jak zdobyć przychylność członków zespołu, która przybliży nas do osiągnięcia indywidualnego celu. 

Sekwencyjne techniki wpływu społecznego a indywidualne cele w zespole

Niejednokrotnie nie wystarczy jedynie wzbudzić w kimś sympatię, aby dopomógł nam w realizacji indywidualnego celu. Należy przekonać jednostkę do zrobienia czegoś, czego sama z siebie wolałaby nie robić. Pomocne mogą okazać się sekwencyjne techniki wpływu społecznego. W przeciwieństwie do opisywanych wcześniej technikach bezpośrednich, te wymagają zastosowania dwóch etapów interakcji.

WIĘCEJ W ARTYKULE: Teoria wpływu społecznego przy pierwszym stole

Technika „stopa-w-drzwiach” stosowana jest w myśl zasady: jeśli chcemy, aby ktoś spełnił naszą właściwą prośbę, poprzedźmy ją inną, mniejszą prośbą, która na pewno zostanie zrealizowana. Wywodzi się ona z techniki gradacji, potocznie rozumianej jako „daj palec, a weźmie całą rękę”. Jej skuteczność opiera się na regule zaangażowania („gdy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B”), dysonansie poznawczym (rozdźwięk pomiędzy „jestem racjonalny” a „nie jestem konsekwentny”) oraz braku kontrastu – każda kolejna prośba wydaje się bowiem jedynie odrobinę większa od poprzedniej. Technika „drzwiami-w-twarz” jest swego rodzaju odwrotnością wcześniejszej: jeśli chcemy, aby ktoś spełnił naszą właściwą prośbę, poprzedźmy ją inną, mocno wygórowaną prośbą, która na pewno nie zostanie spełniona. W jej przypadku efektywność jest sumą reguły wzajemności („skoro ktoś zrezygnował z pierwszej, wygórowanej prośby, ja przystanę na drugą, mniejszą”), dysonansu poznawczego (rozdźwięk pomiędzy „jestem uczynny” a „odrzucam czyjąś prośbę”) oraz efektu kontrastu. 

Sekwencyjne techniki wpływu społecznego historycznie nie mają dobrej sławy (sugeruje się stosowanie ich np. do faszystowskiej propagandy), dlatego jedynie forma i sposób ich użycia oraz sięgnięcie po nie jednostkowo i bez zamierzonej szkody dla drugiej strony pozwalają zaklasyfikować je jako etycznie poprawne.

Wojtek Chudziński - autor praca.farmacja.pl

SPRAWDŹ NAJNOWSZE OFERTY PRACY