Emigracja farmaceuty do Norwegii – jak przygotować się do wyjazdu?

Emigracja farmaceuty do Norwegii – jak przygotować się do wyjazdu?

AUTOR: Andżelika Bieńkowska
DATA PUBLIKACJI: 07.10.2019

W poprzedniej części cyklu artykułów o zawodzie farmaceuty w Norwegii wyjaśniliśmy w skrócie charakterystykę pracy w aptece. Opisane zostały: usługi personelu medycznego, system refundacji, program do realizacji recept i norwescy pacjenci. W tej części przybliżymy proces przygotowania do wyjazdu. Od czego w ogóle zacząć planowanie wyprowadzki i jak się za to zabrać?

Po pierwsze: chciałabym wskazać najważniejszą rzecz, która będzie nam potrzebna do momentu, aż staniemy za pierwszym stołem i zapytamy pacjenta, jakich lekarstw dzisiaj potrzebuje. Tą rzeczą będzie… dobra motywacja. A dobra motywacja bierze się z odpowiedzi na pytanie: po co to robię? Jeśli faktycznie pojawił się taki zamiar, to na wstępie gratuluję podjęcia tej ważnej decyzji. Motywacja do tak radykalnych zmian musi jednak utrzymać się przez nawet kilka lat, zanim polski farmaceuta stanie za pierwszym stołem w Norwegii. Warto nastawić się na długi, czasami nudny maraton, a nie na intensywny sprint. Każdy jednak, kto ukończył Uniwersytet Medyczny z tytułem magistra farmacji, mając za sobą bardzo trudne studia, jak najbardziej powinien dać sobie radę. A zadowolenie z dotarcia do mety będzie niezwykłe i dlatego warto. 

Po drugie: język. Jeśli polski farmaceuta ma zamiar pracować w zawodzie, iść do knajpy i urzędu oraz mieć życie towarzyskie, musi zrozumieć, co mówią do niego inni i samemu potrafić się wysłowić. Język będzie ważny w absolutnie każdym aspekcie życia – stanie się największą barierą do przekroczenia, ale kiedy pojawi się poczucie, że wreszcie nie stanowi problemu, życie będzie naprawdę komfortowe. Jeśli istnieje poważny zamiar wyjazdu do Norwegii, warto już teraz zacząć szukać dobrego nauczyciela norweskiego, najlepiej jeden na jeden. Od przeszło dwóch lat mam zajęcia prywatne z języka przez Skype’a i polecam każdemu to rozwiązanie (CZYTAJ WIĘCEJ: Farmaceuta za granicą). 

W Norwegii istnieją trzy duże sieci aptek: Apotek 1, Vitusapotek oraz Boots Apotek. O ile do sieci Boots oraz Apotek 1 wymagana jest certyfikowana znajomość języka na poziomie co najmniej B2, o tyle w Vitusapotek nie znajdziemy takiego wymogu w ofertach o pracę – w tej sieci znajomość języka weryfikowana jest jedynie na podstawie rozmowy kwalifikacyjnej, czy tej przez telefon. Nie ma oficjalnego wymogu co do znajomości języka ani przy nostryfikacji, ani przy aplikowaniu o pracę, z czego należy się jedynie cieszyć. Przynajmniej tutaj jest o wiele łatwiej.

Po trzecie: kiedy polski farmaceuta podejmie decyzję i zacznie się uczyć języka, może zabrać się za autoryzację dokumentów. Potrzebny będzie do tego dyplom magistra farmacji oraz suplement po angielsku. Warto zajrzeć na stronę Ministerstwa Zdrowia, Naczelnej Izby Aptekarskiej oraz do tego wniosku. A tutaj można składać wniosek po norwesku, kiedy komplet dokumentów z Polski będzie gotowy. Natomiast w tym wpisie na moim blogu znajdziesz więcej informacji na temat autoryzacji. 

 

 

Po czwarte: praktyka. Jest kilka dróg, by ją odbyć. Jedna z nich to droga dla wciąż studiujących albo tych, którzy właśnie studia kończą – warto zainteresować się programami Erasmus bądź Erasmus+. Spora część moich znajomych, dzisiaj zatrudnionych w norweskich aptekach, przeszła właśnie takie praktyki, dzięki którym od razu trafili na rynek pracy z minimalnym doświadczeniem i to dało im ogromną przewagę. Inną drogą jest udanie się do tutejszego urzędu NAV (odpowiednik polskiego ZUS, również znam przykład osoby, która skorzystała z tej możliwości), który może pomóc zorganizować takie praktyki (czytaj: zapewnić minimalne wsparcie finansowe). Wymogiem jest dobra znajomość języka norweskiego oraz… brak zatrudnienia. Dobra opcja dla wszystkich, którzy właśnie przyjechali, nauczyli się języka i chcą przystąpić od razu do akcji. Trzecia możliwość, z której skorzystałam ja, to pomoc organizacji pozarządowej Jobbsjansen. Działała podobnie, jak wsparcie z NAV, tyle że może się przydać, gdy podjęło się już zatrudnienie gdzieś indziej i NAV nie może pomóc. Taka była właśnie moja droga. Nie znam natomiast nikogo, kto został zatrudniony „z ulicy” bez żadnego doświadczenia w norweskiej aptece (SPRAWDŹ TAKŻE: Szwecja - międzynarodowy projekt rekrutacyjny).

Kiedy nasz polski farmaceuta trafi na praktyki, właściwie większość pracy jest już wykonana: pozostaje się cieszyć i dużo się uczyć w trakcie ich trwania. Potem można zacząć szukać pracy. W Norwegii bardzo istotne są referencje od poprzedniego pracodawcy, nawet jeśli były to jedynie praktyki. Po prostu warto pracować dobrze i tak, jakby się było zatrudnionym na normalną umowę. Kluczowe często bywają znajomości, dokładnie tak samo, jak w Polsce – to może w przyszłości bardzo zaplusować. 

Ciężko dopatrywać się wad w pracy magistra farmacji w Norwegii. Tym bardzie jeśli cały czas mamy w głowie porównanie do specyfiki pracy w Polsce – to naprawdę niebo a ziemia. Być może wadą będą elektroniczne recepty, których mały minus zaczynam dostrzegać dopiero teraz: lekarze często nie wysyłają ich od razu i pacjenci niepotrzebnie czekają albo z racji tego, że nie mają kartki papieru od lekarza pod ręką, to nie mogą sprawdzić np. jaki lek został im przepisany, szczególnie jeśli są na bakier z użytkowaniem komputera i internetu. Inną kwestią jest bardzo ograniczony asortyment produktów bez recepty. Nie znajdziemy w norweskiej aptece pantenolu, Sudocremu, suplementu wspomagającego przepływ żylny w tabletkach, wielu preparatów przeciwbólowych, saszetek na przeziębienie czy furazydyny bez recepty (a i nawet ta na receptę ostatnio jest ciężko dostępna). Kolejną sprawą jest ogromny brak leków, z którym borykamy się nawet kilkadziesiąt razy dziennie, nie mogąc tym samym zrealizować recepty. Wiem, że podobny problem występuje również w Polsce.

Co do zalet bycia farmaceutą w Norwegii, przede wszystkim jest to łatwość obsługi systemu, który daje wgląd w historię pacjenta oraz przekazuje ogrom informacji, dzięki którym możemy lepiej pomóc czy to merytorycznie w kwestii leczenia, czy praktycznie, przypominając, kiedy ostatni raz dana osoba wykupiła lek. Ogromnie doceniam sporą decyzyjność: jeśli lekarz przepisze za małą ilość antybiotyku, a z dawkowania wynika, że pacjent potrzebuje jeszcze jedno opakowanie, mam prawo wydać drugie, odpowiednio to argumentując. Ta decyzyjność przejawia się w wielu innych aspektach. Na pewno do zalet należy dołączyć duży szacunek do pracy i czasu wolnego. Jeśli apteka otwierana jest piętnaście minut przed rozpoczęciem czasu jej działania, również wliczane jest to do czasu pracy. Jeżeli pracownik ma przerwę, która powinna trwać trzydzieści minut, ale na sześć minut przed zakończeniem zostanie nagle przerwana, pracodawca upewni się, że pracownik wykorzystał cały pozostały czas. Pacjenci są z reguły bardzo mili i cierpliwi. Mniejszy asortyment leków bez recepty może również być zaletą: kiedy jest jeden preparat na uspokojenie, to wybór jest prosty.

Jeśli i Ciebie kusi perspektywa zamieszkania w Norwegii, rozpoczęcia pracy w zawodzie farmaceuty oraz lubisz wyzwania, to zastanów się nad tym poważnie. Być może ta decyzja nie jest do podjęcia ani dziś, ani jutro, ale dobrze mieć w głowie taką ewentualność. Moim zdaniem jak najbardziej warto! 

 

Zajrzyj na www.gethappy.pl by dowiedzieć sie więcej o autorce.

SPRAWDŹ NAJNOWSZE OFERTY PRACY